Zoltán Fabry

Zoltán Fabry

Nagroda Dziedzictwa Węgierskiego

Pisarz, krytyk literacki, publicysta. Urodzony w Stósz w 1897 roku. Ukończył ewangelickie liceum w Rozsnyó (1915), a następnie walczył na różnych frontach I wojny światowej. W 1918 roku studiował literaturę węgierską w Budapeszcie, ale przerwał naukę z powodu problemów rodzinnych i choroby płuc. Publikował regularnie od lat 20. XX wieku, a od 1930 roku głównie w prasie lewicowej. W latach 1927–1939 był redaktorem „Slovenszko” w „Korunk” w Kolozsvárze, a w latach 1931–1936 redaktorem „Az Út”. Jesienią 1938 roku Fábry otrzymał propozycję emigracji, ale pozostał w Stósz. Podczas wojny był niestrudzonym orędownikiem ruchu antyfaszystowskiego i antywojennego, a za swoją działalność został w 1941 roku uwięziony w więzieniu na zamku Illava. W latach 1939–1948 nie pozwolono mu na publikację. Jego manifest z 1946 roku „Oskarżeni mówią” był protestem przeciwko pozbawieniu praw Węgrów na Słowacji, ale został opublikowany dopiero w 1968 roku. Po 1948 roku, aż do śmierci, był czołową postacią literatury węgierskiej w Czechosłowacji, niemal jednoosobową instytucją. W 1949 roku został wybrany na honorowego prezesa Stowarzyszenia Kulturalnego Węgierskich Robotników w Czechosłowacji (CSEMADOK). W latach 1953–1956 był współpracownikiem gazety „Csemadok Fáklya”. Był również współpracownikiem pisma „Új Szó”, które ukazało się 15 grudnia 1948 roku, oraz głównym współpracownikiem pisma „Irodalmi Szemlen” od 1958 roku aż do śmierci. Zmarł w Stósz w 1970 roku. Jego główne nagrody i wyróżnienia: Merent művész (1957); Nagroda Narodowa Czechosłowackiego Związku Pisarzy (1964); Nagroda Madácha (1967); Order Zasługi za Pracę (1967); Order Zasługi za Pracę Węgierskiej Republiki Ludowej (1967). Po 1989 roku w węgierskiej prasie na Słowacji rozgorzała ożywiona debata na temat jego twórczości. W 2009 roku jego twórczość została uhonorowana Węgierską Nagrodą Dziedzictwa.

W testamencie ustanowił Csemadoka swoim spadkobiercą. Stowarzyszenie ustanowiło Dni Zoltána Fábry'ego w hołdzie jego życiu i twórczości. Dni początkowo odbywały się w Koszycach, następnie naprzemiennie w Koszycach i Szepsi, a obecnie odbywają się w Szepsi. Głównym organizatorem jest Fundacja Csemadok Szepsi, powołana przez Radę Narodową Csemadok. Dni Zoltána Fábry'ego były otwarte do 2018 roku i przyznawały Nagrodę Zoltána Fábry'ego.

Prezydium Narodowe Csemadok zamierza dołożyć wszelkich starań w kwestii dziedzictwa Fábry'ego. Dzięki wsparciu rządu węgierskiego dom Fábry'ego został odnowiony. Dni Fábry'ego odbędą się w Szepsi w godnych okolicznościach. Dziedzictwo można zwiedzać i badać w Stósz i Somorja. (Korespondencja Fábry'ego została umieszczona w Instytucie Badań nad Mniejszościami Forum w Somorji, aby ułatwić do niej dostęp.)

Prezydium Narodowe Csemadok postanowiło na posiedzeniu, które odbyło się 4 listopada 2017 r., że od 2018 r. Nagroda im. Zoltána Fábry'ego może być przyznawana osobie spoza Słowacji, działającej na rzecz jedności Węgrów w Kotlinie Karpackiej. Nagroda składa się z tabliczki i certyfikatu potwierdzającego przyznanie nagrody. Nagroda im. Zoltána Fábry'ego zostanie wręczona laureatowi podczas obchodów Dnia Kultury Węgierskiej w Felvidéku. W 2018 r. Nagrodę im. Zoltána Fábry'ego otrzymał Károly Dudás z Wojwodiny.

Pamięć o Fábrym

Przeciw broni i odwadze

W Stósz, nad strumieniem Bódva i aleją lipową, znajduje się opuszczony dom, który sam kiedyś odwiedziłem kilka razy. Ostatni mieszkaniec zostaje wciągnięty przez los – jako nastolatek – w I wojnę światową. Zoltán Fábry cudem unika morderczego ciosu bagnetem rosyjskiego żołnierza, ale to straszne doświadczenie pozostawia na jego duszy bliznę na całe życie. Młody mężczyzna zostaje zdemobilizowany przed końcem wojny, ale choroba płuc zmusza go do pobytu w sanatorium, skąd wraca do domu w Stósz, do uzdrawiającej opieki sosnowych lasów swojej ojczyzny.

Zoltán Fábry już w młodym wieku uświadamia sobie, że wojna narasta w tkankach społeczeństwa tygodniami, miesiącami i latami niczym rak. Doświadcza horrorów XX wieku, ale ujawnia, że dążenie do władzy nad innymi i żądza łupów prowadzą do rzezi niewinnych milionów. Jednocześnie uświadamia nam, że nawet pojedynczy człowiek może wiele zdziałać dla harmonii świata. Przez całe życie walczy z bronią i bohaterami w swoich książkach. W ten sposób po II wojnie światowej staje się duchowym przywódcą węgierskiej wspólnoty narodowej mieszkającej w Czechosłowacji. Zawsze broni słabszych w obliczu nieludzkiego traktowania i opowiada się za prawem do pokoju. Współczuje Węgrom, którzy zostali okaleczeni po drugiej, jeszcze straszliwszej wojnie światowej – naszym dziadkom, naszym rodzicom i nam. Szanują go, poważają i kochają, bo mówi prawdę, bo jest uczciwy, bo poświęca się dla nas wszystkich.

A on, który wierzył, że najpotężniejszą bronią mniejszości może być nieskazitelna moralność, napisał w swoim sekretnie prowadzonym dzienniku w 1947 roku: „Wszelka moralność wspólnotowa blednie w porównaniu z moralnością Jezusa: Kochaj bliźniego swego jak siebie samego”.

György Batta, pisarz

Prezent od Stósza

W 1967 roku, kiedy Zoltán Fábry obchodził siedemdziesiąte urodziny, uczyłem w Buzicie i wysłaliśmy mu list z pozdrowieniami w imieniu nauczycieli i uczniów szkoły podstawowej. Pisarz odpowiedział na życzenia. Napisał, że będzie śledził naszą owocną pracę i przysłał nam trzy prezenty: (odręcznie podpisane) zdjęcie, książkę „Poczta w Butelce” oraz rękopis jednego ze swoich opracowań. Niestety, z powodu burzliwych wydarzeń 1968 roku odłożyliśmy naszą wizytę, a tymczasem – niespodziewanie – zmarł. Zoltán Fábry objął swoją placówkę, zwaną „wartownią Stószi”, mimo nadwątlonego zdrowia i nigdy jej nie opuścił. Zawsze bronił nas, Węgrów z Wyżyn, gdy byliśmy niesprawiedliwie krzywdzeni: był życzliwym i troskliwym dziadkiem dla naszej wspólnoty narodowej. Potwierdza to jego ostatnia wola: zostawił nam wszystko. Zachowanie jego i jego spuścizny: sprawa honoru!

László Máté

Nazywany jego fotografem nadwornym

Po raz pierwszy spotkałem Zoltána Fábry'ego jako piętnastoletniego przemysłowca z Koszyc. Już wtedy robiłem zdjęcia: na szyi wisiał mi nowoczesny aparat, a wokół piersi owinięta była lampa błyskowa w kształcie torby. Ponieważ chciałem też filmować, na ramiona naciągnąłem sobie trzykilogramowy aparat. Paski się splątały, co zauważył pisarz. Zrobiło mu się mnie żal i pozował do zdjęć, które właśnie były robione, choć stanowiło to ostry kontrast z jego naturalną skromnością. Później spotykaliśmy się częściej, odwiedzałem go również w szpitalu w Koszycach. Zoltán Fábry kochał młodzież. Często odwiedzali go członkowie koszyckich klubów młodzieżowych. Zwrócił moją uwagę na László Németha i Gyulę Illyésa. Jego śmierć wciąż żyje we mnie bolesnym wspomnieniem i patrząc na jego zdjęcia, myślę, że coraz bardziej brakuje nam prawdziwego mężczyzny, takiego jak wujek Zoli.

Péter Kolár

List Zoltána Fábry'ego do Komitetu Centralnego Csemadów

Stósz, 5 października 1969 r. List Zoltána Fábry'ego do Komitetu Centralnego Csemadów, w którym wyraża zaniepokojenie rozpadem jedności mniejszości węgierskiej w związku z debatą między Csemadami a Új Szó.

DO KOMITETU CENTRALNEGO CSEMADÓW

Piszę do Państwa zmartwiony i zaniepokojony. Niech nikt nie oczekuje, że powiem coś, co będzie perfekcyjne pod względem stylu i struktury. Debata między Csemadami a Új Só niepokoi mnie od dni, a nawet tygodni. Gdzieniegdzie kiełkują ziarna wewnętrznej niezgody: zamiast jedności, wypaczenia. Dlaczego realistyczne oświadczenie, uwzględniające okoliczności, musiało zostać zdegradowane do poszukiwania alibi?! W rezultacie tych i podobnych sporów – w ramach CSEMADOK – cierpią Węgrzy na Słowacji: CSEMADOK jest dziś węgierskim forum, które to podsumowuje. Dla nas kłótnie na śmierć i życie to luksus, ponieważ obalamy się nawzajem i odpowiedzialność, jaka ciąży na mniejszości węgierskiej, a tym samym na jej przyszłym losie. Dlatego musimy ważyć każde słowo i każdy czyn: na ile przynosimy korzyści, a na ile szkodzimy sobie, mniejszości węgierskiej na Słowacji? Sprawa i relacja między partią a mniejszością węgierską, która wzajemnie się wzmacnia, to pierwszy punkt dzisiejszego porządku obrad. I tutaj musimy od razu oświadczyć – in medias res – że los i istnienie naszej mniejszości, w obecnych okolicznościach, zależy od losu partii. Powód jest jasny i prosty: zarówno dla partii, jak i dla mniejszości węgierskiej największym zagrożeniem jest wzrost prawicowego szowinizmu słowackiego: możliwość faszyzacji. Nie zapominajmy o tym, co wydarzyło się w 1968 roku, kiedy słowacki reakcyjny szowinizm mógł mówić tylko o deportacji Węgrów. Listy były już skrzętnie przygotowywane: ich zwycięstwo oznaczałoby naszą zagładę: nasze rozproszenie. Ograniczenie słowackich nurtów szowinistycznych jest wynikiem działania partii, a to, co osiągnęliśmy na poziomie mniejszości, osiągnęliśmy z pomocą partii. Ale nie dajmy się zwieść, trafiając prosto w sedno sprawy, bez żadnych wykrętów. Z drugiej strony, a prawa i obowiązku tłumienia tego słowackiego szowinizmu nie należy utożsamiać z uzasadnionymi, elementarnymi żądaniami mniejszości węgierskiej, twierdząc, że ich głoszenie jest nacjonalistycznym wybrykiem. Nasza sprawa nie jest dążeniem szowinistycznym, ale elementarną kwestią bytu: sprawą człowieka i ludzkości, życiodajnego powietrza niezbędnego do życia, ozonu, którym jest nic innego jak język węgierski. O to właśnie chodzi i o nic innego. Nie chcemy i nie możemy pozostać głusi i niemi. Nasze prawa i obowiązki wynikają z naszego internacjonalizmu. Nie może być inaczej. Prawo marksizmu-leninizmu jest w tym względzie niezmienne i przemawia za nami. Uregulowanie praw mniejszości jest moralnym imperatywem partii. Jeśli większość narusza zasady na poziomie mniejszości: internacjonalizm płaci cenę. Tylko mniejszość, której prawa są zagwarantowane i zagwarantowane przez internacjonalizm, może wypełniać i korzystać ze swoich internacjonalistycznych obowiązków i praw. Zranione i urażone mniejszości mogą łatwo podważyć skład chemiczny i wiarygodność wspólnoty. Wspólnotę socjalistyczną można zbudować i zabezpieczyć jedynie dzięki zadowolonym, równym i szanowanym członkom. Propozycja naszego punktu programu jest jasna i prosta: jeśli potencjalnym dławicielem mniejszości węgierskiej jest słowacki szowinizm, to w obecnej sytuacji możemy oczekiwać jedynie dobra i życia od hamulca tego faszystowskiego szowinizmu, jakim jest partia. Ale co dzieje się teraz w naszych szeregach? Zamiast wykorzystać szanse, jakie daje partia, w naszych szeregach wybucha niezgoda, która grozi, że sami zdołamy zniweczyć rezultaty, jakie partia zapewnia i osiąga, a tym samym sami sprawimy, że szanse, jakie daje, staną się iluzoryczne w naszych szeregach. Temu samobójstwu trzeba zapobiec. To ostatnia szansa dla naszej mniejszości, by wykorzystać te szanse. Jeśli tego nie zrobimy, jeśli zakłócimy ją drobnymi wewnętrznymi wypaczeniami, nic nas nie uratuje przed zagładą. Z pomocą partii i państwa – nawet jeśli chaotyczną – zapewniają nam organizację, ramy, które musimy jedynie wypełnić treścią: własnymi siłami. Jeśli te ramy okażą się beztreściowe – czyli pozbawione kręgosłupa – to same się zawalą. I wtedy – będzie po sprawie. Ale odpowiedzialność przed narodem, partią, Węgrami, przyszłością i historią spoczywa na nas! Przede wszystkim mamy tylko tyle, ile sami jesteśmy w stanie mądrze i celowo zapewnić. Ramy, które daje partia, to największa szansa od dwudziestu pięciu lat. Ale jeśli osłabimy tę szansę kłótniami między sobą, partia uzna to za fakt dokonany: sami tego chcieliście, to zrobiliście, możemy umyć ręce. A zatem nie tylko słowacki szowinizm stanowi główne zagrożenie, ale my, mniejszość węgierska, podcinamy sobie drzewo spod nóg. Jednak los i przyszłość Węgrów tutaj zależą przede wszystkim od nas. Jesteśmy odpowiedzialni wobec teraźniejszości i przyszłości za to, jak gospodarowaliśmy powierzonym nam skarbem i szansą. Nie szukajmy kozłów ofiarnych tam, gdzie sami byliśmy winowajcami! Bądźmy równie wierni naszemu internacjonalizmowi i naszej węgierskości. Pięćdziesiąt lat istnienia mniejszości mamy za sobą. Nasza dojrzałość, nasza formacja, nasz cel można podsumować jednym słowem: vox humana! Żyć z człowieczeństwem, po ludzku. Ta „misja słowacka” została sformułowana w czasach faszyzmu, w opozycji do faszyzmu – czyli do maksimum nieludzkości. Używamy jej jako przymiotnika nadanego przez nas samych, ale dziś ludzie są zdumieni nawet poza naszymi granicami. I ta vox humana wymaga od nas najwyższego prawa socjalistycznego humanizmu: człowieczeństwa.

Dzięki waszemu zaufaniu zostałem wieczystym honorowym prezesem CSEMADOK. Słowo „wieczny” pociąga za sobą pojęcie „dziedzictwa”. Nie będę z wami, wśród was, długo; muszę myśleć o tym, co się ze mną stanie, co po mnie, co się stanie z nami, co się stanie z wami, Węgrami na Słowacji?! Ciągłość to nasze życie i nie wolno jej przerwać. Chcę być z wami i zostać. Dzieło mojego życia – „miarę Stósza”, jego utrzymanie, jego ciągłość – przekazuję wam, tak jak w testamencie zostawiłem CSEMADOK-owi mój majątek, mój materialny i duchowy spadek. Bądźmy i pozostańmy godni siebie nawzajem: naszej węgierskości, naszego internacjonalizmu, socjalistycznego humanizmu, naszej słowackiej misji: vox humana!

Š t ó s, 5 października 1969 Zoltán Fábry

Czytaj więcej: https://www.csemadok-hu.eu/fabry/

Numer inwentarzowy:

4803

Rok:

1965, 1965

Kolekcja:

Skarbiec

Klasyfikacja wartości:

Wybitna wartość narodowa

Miejscowość:

Stósz