Nagrobek z bitwy pod King's Row
Statua, pomnik, tablica pamiątkowa
Bitwa pod Királyrévem jest ściśle związana z historią drugiej bitwy pod Peredem z 21 czerwca 1849 roku. Wieś ta miała wówczas strategiczne znaczenie dla armii węgierskiej, ponieważ trasa odwrotu armii węgierskiej w kierunku Seregakolu prowadziła właśnie przez nią. Równie ważnym czynnikiem było to, że Austriacy chcieli okrążyć stąd lewe skrzydło węgierskie i zepchnąć dwa korpusy do Wagu z tego kierunku. 21 czerwca 1849 roku, podczas drugiej bitwy pod Peredem, gdy jego jednostki były rozmieszczane, generał Görgei wydał rozkaz 56., 63. i batalionowi Don Miguel z 4 działami, aby skierować się do Királyréva jako skrajnego krańca lewego skrzydła węgierskiego, a następnie do niektórych jednostek 48. batalionu, którym później rozkazał wrócić do Peredu. Endre Mihálka, oficer 48. batalionu Obrony Krajowej, wspomina pierwszą inwazję następująco: ; ; „Kiedy dotarliśmy do Királyréva, mieszkańcy wioski, zwłaszcza kobiety, jęczeli i płakali z głowami w dłoniach, że teraz skończą ze swoją wioską. Ich obawy nie były bezpodstawne, biedni ludzie wyczuwali nadchodzące tego dnia niebezpieczeństwo. Mężczyźni w całej wiosce przygotowywali wodę w baliach i wiadrach na ogień, który miał nadejść, wszędzie przygotowywali się na niebezpieczeństwo, choć nie padł ani jeden strzał z karabinu”. 21 czerwca, w godzinach porannych, generał porucznik Wohlgemuth, dowódca IV Korpusu Austriackiego, Herzinger, dowódca generała Theissiga, został wysłany na lewe skrzydło węgierskie wraz z brygadą, która dzięki przewadze liczebnej najpierw wyparła jednostki węgierskie z Alsószeli, a następnie ruszyła na zdobycie Királyréva. Udało się to osiągnąć po godzinie 10 rano dzięki słabemu oporowi niewielkiej jednostki węgierskiej we wsi. Ponieważ wieś miała wyjątkowe znaczenie dla armii węgierskich, generał Görgei, który przebywał w Peredzie, natychmiast wydał rozkaz odbicia wsi po tym, jak wróg zdobył Királyrév. Natychmiast wysłał swojego adiutanta, kapitana Károly'ego Kempelena, do Királyréva, aby powstrzymał 16. Pułk Huzarów i 114. Batalion Obrony Krajowej, a także dwa działa wraz z personelem, wycofujące się ze wsi. Następnie wydał następujący rozkaz majorowi Samu Rakovszky'emu, dowódcy 48. Batalionu Obrony Krajowej, który był wówczas również dowódcą dywizji, aby odbił wieś: „Odbicie Királyréva to kwestia życia i śmierci, zostanie ono odbite, nawet jeśli połowa dywizji tam zginie!”. Major Rakovszky zwrócił się następnie do swojego batalionu tymi słowami: „Słyszeliście rozkaz naczelnego dowódcy, więc podążajcie za mną, aby zwyciężyć lub zginąć!”. Major Rakovszky uformował z oddziału dwie kolumny szturmowe, na czele których umieścił 48. Batalion Obrony Terytorialnej, podzielony na dwie części. Major Rakovszky wdarł się na ulicę główną z 3. kompanią swojego batalionu i dwoma innymi batalionami, a od zachodu, w bocznej uliczce, 3. kompania dowodzona przez kapitana Tamása Mikecza i „Don Miguel” zaatakowała wroga. Jednak pierwszy atak zakończył się niepowodzeniem. Grenadierzy cesarscy bronili się zaciekle, a kilka jednostek przydzielonych do wsparcia 48. Batalionu Honwedów wycofało się na pole kukurydzy obok wsi, szukając schronienia przed silnym ostrzałem. Honwedowie, którzy reorganizowali się na skraju wsi, zostali poddani ciężkiemu ostrzałowi z muszkietów przez armaty cesarskiej artylerii stacjonujące przy kościele, ale mimo to podjęli jeszcze trzy próby ataku. Za każdym razem wdzierali się głęboko w wieś, aż do kościoła, ale za każdym razem byli odpychani z ciężkimi stratami. W tym czasie generał Görgei przybył ze swoim sztabem do Királyréva. Zebrał węgierskich żołnierzy na polu kukurydzy i rozkazał im atakować. Wysłał następującą wiadomość do 48. Węgierskiego Batalionu Żołnierzy na skraju wsi, którą Endre Mihálka wspomina następująco: „Utrzymywaliśmy pozycję, ostrzeliwując wroga z domów, gdy nagle nadszedł rozkaz od Görgei przez jego kuriera, że nawet jeśli stracimy wszystko, nie powinniśmy opuszczać wsi, bo wtedy lewe skrzydło zostanie rozbite. Zagroził nawet, że jeśli zostawimy tam Királyrév, zastrzeli oficerów i podoficerów w głowy, a Gwardia Krajowa zostanie zdziesiątkowana”. Kolumna szturmowa majora Rakovszky'ego, wspierana przez zreorganizowane bataliony, ponownie ruszyła w stronę kościoła i rozpoczęło się powolne wypieranie wroga. Austriacy stawiali najsilniejszy opór na skrzyżowaniu ulicy Fő i bocznej uliczki, gdzie nacierał kapitan Mikecz. Ludzie majora Rakovszky'ego nie mogli przebić się przez zbyt szerokie skrzyżowanie ulic, ponieważ austriaccy grenadierzy ostrzeliwali z silnie ufortyfikowanego dziedzińca narożnego domu obok kościoła. W tym czasie major Rakovszky wysłał swojego adiutanta, porucznika Pétera Krasznaya, do kapitana Mikecza z rozkazem, aby ukrył się za grenadierami od strony ogrodów. Adiutant został ranny od kuli karabinowej podczas biegu przed grenadierami, ale mimo to wydał rozkaz. Obrońcy wkrótce wdarli się na ufortyfikowany dziedziniec. Akcję bojową wykonała 1. kompania pod dowództwem kapitana László Böszörményi'ego. Jeden z cieśli kompanii, szeregowy Postár, pochodzący z Szabolcs, przerwał lukę w szczycie muru i jako pierwszy się przez nią przeskoczył. Tutaj, przechwytując 3 austriackich grenadierów, pozostali również weszli na dziedziniec domu. Obrońca został ranny od tyłu przez austriackiego grenadiera, ale nadal dzielnie władał swoją długą siekierą ciesielską i zdołał się bronić, dopóki porucznik Krasznay i jego dowódca go nie uwolnili. W tym czasie oddział kapitana Mikecza zablokował Austriakom drogę ucieczki z ogrodu, a następnie Węgrzy, którzy wdarli się na dziedziniec, nie okazali nikomu litości podczas walki. Mihálka opisał to wydarzenie w swoim dzienniku następująco: „Wróg, głównie niemieccy grenadierzy, wkroczył do domów wokół kościoła, a zwłaszcza do domu i warsztatu kowala, gdzie walczyli z nami na śmierć i życie, których otoczyliśmy, unieruchomiliśmy i zabiliśmy bagnetami. W warsztacie kowalskim schronili się nawet w kuźni, pod miechami i w kominie, którzy złożyli broń i poddali się”. Po tej akcji bojowej zjednoczona kolumna szturmowa Węgrów posuwała się naprzód łatwiej. Opór austriackiej brygady został złamany i, rozbijając się na kilka części, bronili się jedynie w izolacji. Większość wroga uciekła z Királyréva. Grenadierzy cesarscy, uwięzieni w grupach między domami, zostali rozproszeni przez żołnierzy majora Rakovszky'ego atakiem na bagnety. Mihálka. Endre tak o tym pisał: ,,W tym rejonie wkraczali do domów, komnat, stajni itp. Wciągali broń do budynków, skąd ostro do nas strzelali, ale zapłacili cenę, ponieważ nie oddali broni nawet na wezwanie. Szturmowaliśmy budynki, do których się wycofali, jeden po drugim, rozpoczęła się przerażająca bitwa na bagnety, obrońcy wzięli na nich gorzki odwet, wielu z nich straciło tu swoich braci, krewnych lub dobrych przyjaciół, zostali oni wywleczeni na dziedziniec i pobici na śmierć kolbami karabinów, 56 a niektórzy z nich zostali dźgnięci bagnetami przez jednego obrońcę z przodu, a drugiego z tyłu, co major zobaczył i zabronił dalszego zabijania...'' ; Furia obrońców była trudna do powstrzymania, ponieważ ponieśli wyjątkowo ciężkie straty. W szczególności żołnierz o nazwisku Zondi z 6. kompanii zabił grenadierów, w odwecie za śmierć swojego brata. Zwykły rycerz zastrzelił również austriackiego majora grenadierów. Dowódcy położyli kres bezsensownemu zabijaniu i wysłali około 113 jeńców wojennych /w tym rosyjskiego piechura/, którzy zostali pojmani w bitwie, do Aszódpuszta. Po zdobyciu Királyrév, generał Görgei ocenił sytuację w Pereden jako taką, która pozwalała armii węgierskiej na postępy, więc major Rakovszky wyruszył ze swoim batalionem w kierunku Alsószeli w pogoni za wycofującymi się austriackimi grenadierami. Na prawym skrzydle armii węgierskiej walczącej w Pereden, III. Korpus również otrzymał rozkazy do natarcia, ale pułkownik Leiningen-Westerburg poinformował generała Görgei, że jego prawe skrzydło zostało oskrzydlone przez wojska cesarskie, więc został zmuszony do odwrotu w kierunku Farkasd. Nie było możliwe rozpoczęcie kolejnego ataku skrajnie zmęczoną armią węgierską, więc głównodowodzący rozkazał majorowi Rakovszky'emu wrócić i zarządził odwrót. Było to również konieczne, ponieważ dwa korpusy węgierskie były zbyt daleko od siebie, a tym samym ryzyko kontrataku było zbyt duże. Ponieważ zdobycie Királyréva oczyściło drogę odwrotu dla armii węgierskich, generał Görgei nakazał całkowity odwrót w Pereden. ; W bitwie pod Királyrévem, obok bohaterskiego 48 batalionu, szwadron Pozsony-Vadasz również walczył bezinteresownie i według oficera wojskowego Endre Mihálki, wielu żołnierzy tej jednostki również zostało rannych lub zabitych. ; Pomimo nieustannego ostrzału wroga, jednostki węgierskie walczące pod Királyrévem wycofywały się w sposób zdyscyplinowany wzdłuż nabrzeża Feketevíz do Seregakol. Dotarły do obozu w Csallóköz o godzinie 11 rano, ale były uzbrojone do świtu, ponieważ wojska cesarskie ostrzeliwały ciężko z drugiej strony rzeki. ; Wynik bitwy pod Királyrévem był korzystny dla dwudniowej bitwy pod Peredem, ponieważ wypierając siły wroga ze wsi, major Samu Rakovszky uwolnił jedną z dróg odwrotu dla armii węgierskich. To najprawdopodobniej uchroniło armię węgierską przed katastrofalnymi stratami. ; Nie znamy dokładnych strat 48. Batalionu Armii Węgierskiej w bitwie pod Királyrévem, więc możemy jedynie spekulować, opierając się na fakcie, że w rozkazie bitewnym z 11 czerwca batalion liczył 645 ludzi, a według rejestru z 24 czerwca jednostka składała się tylko z 450 ludzi. Ta różnica wynosi 195 ludzi. Dokładne straty pozostałych jednostek wojskowych również nie są znane. ; Major Samu Rakovszky wykonał swoje zadanie znakomicie i pokonał Austriaków w bitwie. Za ten czyn został odznaczony Medalem Zasługi Wojskowej III klasy. Za bohaterską postawę w bitwie pod Királyrévem odznaczeni zostali również kapitan Nedbal, dowódca 1. batalionu „Donmiguelek” (39. pułku piechoty), oraz kapitan Károly Kempelen, który brał udział w bitwie jako dowódca generała Görgei. Obszar na lewym brzegu rzeki Feketevíz, między Királyrévem a Alsóhatárem, który miejscowi nazywają Vérkő, jest znany do dziś. Wielu żołnierzy poległo tu w walkach straży tylnej armii węgierskiej. W 1890 roku w tym miejscu wzniesiono niewielki kamień pamiątkowy. Mieszkańcy Királyréva zawsze z szacunkiem wspominali poległych w bitwie żołnierzy, ale ze względu na wydarzenia historyczne dopiero w 1995 roku władze gminy mogły wznieść pomnik. Wtedy też władze gminy wzniosły nagrobek dla żołnierzy poległych w bitwie pod Királyrévem. Nagrobek został wyrzeźbiony przez mieszkańca wsi Dezső Kollárik.