Rzeźba Alajosa Rigele zwana Cantus
Statua, pomnik, tablica pamiątkowa
Choroba znana dziś jako grypa hiszpanka była jednym z najwcześniejszych przypadków grypy typu A i w potocznym języku wiele osób utożsamia ją z ptasią grypą, ale w rzeczywistości istnieje różnica dwóch aminokwasów między tymi dwoma wirusami, która wpływa na to, do jakich cukrów w organizmie przyłącza się komórka. Oprócz błyskawicznego rozprzestrzeniania się, grypa hiszpanka wzbudzała strach, ponieważ jej przebieg był niezwykle gwałtowny i wybierała ofiary pozornie całkowicie nieprzewidywalnie, ponieważ znaczną część zmarłych stanowili zdrowi mężczyźni w wieku od 25 do 40 lat. Wirus naturalnie pochłonął również wiele ofiar wśród dzieci, osób starszych i ciężko chorych, którzy zazwyczaj umierali na zapalenie płuc. ; Grypa hiszpanka zabiła około 50-100 milionów ludzi w niecałe dwa lata, co stanowi więcej ofiar niż Hitler, broń jądrowa i terroryści razem wzięci. Choroba zaczyna się od typowych objawów grypy, ale ponieważ czynnik wywołujący grypę hiszpankę jest znacznie groźniejszy niż prostsze wirusy grypy, z czasem pojawiają się silne dreszcze, wyczerpanie i wydzielina płucna. Lekarz prowadzący pisze o straszliwej epidemii: „Twarze pacjentów sinieją i odkrztuszają krwawą plwocinę, a rano wokół kostnicy leżą stosy zwłok”. Hiszpanka była dla pacjenta praktycznie wyrokiem śmierci, ponieważ wciąż nie ma lekarstwa na tę infekcję. Jedyne, co lekarze mogli zrobić, to ułożyć pacjenta w pozycji siedzącej z powodu gromadzącej się w płucach wydzieliny i nieuleczalnego kaszlu. Niebieska cera wkrótce stawała się brązowa lub fioletowa, a nogi pacjentów często zapadały na gangrenę. Szczęśliwcy po prostu tonęli we własnych wydzielinach płucnych, podczas gdy mniej szczęśliwi byli zmuszani do gorzkiej agonii przez wtórne bakteryjne zapalenie płuc. ; Bratysława również miała swoje ofiary. „Hirado” z Węgier Zachodnich donosił 10 października 1918 roku: „W Bratysławie też jest wiele zgonów. Kostnica na cmentarzu św. Andrzeja jest pełna pacjentów o świeżych, pięknych twarzach: wszyscy to ofiary grypy hiszpanki, którzy przybyli do tego smutnego miejsca po stosunkowo krótkim cierpieniu, chorobie trwającej jeden lub dwa dni, a zatem cierpienie nie zmieniło koloru ani wyrazistości ich twarzy. Przedwczoraj osiem martwych osób leżało na zewnątrz w kostnicy – to po prostu cmentarz! A następnego dnia, wczoraj, zgłoszono dwanaście nowych zgonów”. Choroba zabijała bez wyjątku. Ani biedni, ani bogaci, ani starzy, ani młodzi, ani robotnicy, ani utalentowani artyści nie mogli być pewni, czy przeżyją, jeśli zachorują. Dénes Trebitsch, dyrektor banku z Bratysławy, był bogatym i prominentnym obywatelem, ale nie mógł uratować przed śmiercią swojej młodej żony, Olgi – lub, jak go pieszczotliwie nazywano, Olly’ego. 27 stycznia 1919 roku, w wieku 32 lat, zmarł w wiedeńskim sanatorium. Wykształcona publiczność Bratysławy była zszokowana i zdruzgotana tą wiadomością. Jej krewni, mąż, rodzice i rodzeństwo byli najwyraźniej bardziej poruszeni stratą Olly niż ci, którzy widzieli w niej śpiewaczkę i dobroczynną kobietę. – Dénes Trebitsch opublikował wiadomość o stracie swojej „ukochanej, drogiej żony, szczęścia jego serca, jego dobrej Olgi”, która była od niego o 11 lat młodsza, w nekrologach gazet. Krótko po jego pogrzebie, 8 lutego 1919 roku, kolega z bratysławskiego „Hiradó” wspominał go następująco: „To imię było koncepcją. Koncepcją, która żyła w sercach wszystkich jego znajomych i przyjaciół. …Bo był ucieleśnieniem młodzieńczej, radosnej radości życia, śpiewnego dobrego humoru, psotnego humoru, umiejętności pięknego życia, które to cechy potrafił zachować dla siebie dzięki swym cudownym, niezniszczalnym siłom we wszystkich kłopotach i smutkach. I przekazał je nam wszystkim, którzy z nim byli. Ale nie tylko radosny urok jego osobowości sprawia, że jego imię jest koncepcją. Jego najprawdziwsza, najszlachetniejsza, wzruszająca sztuka śpiewania, do której natura obdarzyła go rzadkim, pięknym, ciepłym głosem, była równie ważną cechą jego istoty. I posługiwał się tym wielkim darem artystycznym z wielką umiejętnością i doskonałą wiedzą artystyczną. Ale używał go tylko po to, by złagodzić, uleczyć tę wojnę, by uleczyć zadane przez nią rany, by osuszyć łzy, abyśmy mogli się ogrzać. W tej podróży ożywia nas światło promienia słońca, który emanował z całej jej istoty. Olly Trebitsch pojawiła się publicznie tylko w jednym celu: by śpiewać dla dobra naszych bohaterskich żołnierzy i inwalidów. …rozwijała i kultywowała swoją sztukę śpiewu z niewiarygodną pilnością i zapałem. Podczas gdy inne kobiety na jej miejscu spokojnie korzystałyby z dobrodziejstw jej pozycji społecznej, ona była najszczęśliwsza, gdy mogła wyruszyć z torbą muzyczną w ręku do swojej znakomitej nauczycielki w Bratysławie, Irmy Spányi, lub później, gdy regularnie jeździła do Wiednia, by kontynuować naukę na jeszcze wyższym poziomie, do profesor Schlemmer-Ambros, najwybitniejszego nauczyciela w Wiedniu. Nauczyciel – który przyjmował tylko wybitne talenty – z wielką przyjemnością z nią pracował i przepowiadał jej wspaniałą przyszłość. Jej wygląd, charakter i wokal przyciągały ją na scenę, zwabiały ją tam. Nieustannie jej nauczyciel. Sztuka, która pragnie całkowicie zdominować każdego, kto się jej podporządkowuje, również zarzuciła na nią sieć, ale nie do końca zwyciężyła, ponieważ serce kobiety… Przeważyła, która w imię kariery artystycznej, być może pełnej chwały i laurów, lecz często usłanej cierniami, nie mogła opuścić tego, kogo kochała jeszcze bardziej i kto poświęcił jej całe życie, całe swoje istnienie, który był jej najlepszym przyjacielem i najbardziej wyrozumiałym, najbardziej oddanym partnerem życiowym: jej mężem, Dénesem Trebitschem. Pomimo niewątpliwego talentu, Olly nie została śpiewaczką sceniczną, wykorzystywała swoje cechy jedynie jako okazjonalna śpiewaczka koncertowa. Dała w tym jednak znakomity występ. Jej mąż, który kochał ją bezgraniczną miłością, nie mógł się z nią rozstać. Jej zimne ciało złożono na wieczny spoczynek na centralnym cmentarzu w Wiedniu, ale jej figurę wyrzeźbioną w białym marmurze umieszczono w ogrodzie pałacu, który nabył niedawno. Jako dyrektor oddziału Węgierskiego Banku Kredytowego, Dénes Trebitsch pełnił wówczas również funkcję prezesa Bratysławskiego Stowarzyszenia Sztuk Pięknych i pozostawał w bliskim kontakcie z rzeźbiarzem Alajosem Rigele, który później zastąpił go na stanowisku szefa Kunstvereinu i zlecił mu wykonanie posągu przedstawiającego zmarłą żonę. W żałobie mąż, pozostawiony sam sobie, starał się oddać hołd pamięci ukochanej żony w inny sposób, zgodnie z ówczesną tradycją i swoją religią żydowską. „Hiradó” donosił również 7 września 1919 roku, że artystycznie zaprojektowany zwój Tory, który Dénes Trebitsch ofiarował ku pamięci zmarłej żony, został poświęcony podczas uroczystego nabożeństwa. Z tej okazji „zebrano wiele tysięcy koron na cele charytatywne, a Dénes Trebitsch założył dużą fundację na rzecz małżeństw ubogich panien młodych”. Z okazji pierwszej rocznicy śmierci Olly’ego Trebitsch ponownie przekazał darowiznę. Według „Hiradó”, burmistrz oświadczył, że „Dénes Trebitsch, dyrektor Węgierskiego Banku Kredytowego, przekazał 3000 tys. dolarów na rozdysponowanie wśród ubogich, bez względu na wyznanie, z zamiarem rozdysponowania tej kwoty w rocznicę śmierci jego niezapomnianej żony, 27 stycznia 2011 roku, co stało się zgodnie z wolą darczyńcy”. W międzyczasie posąg został ukończony w pracowni Rigele, której losy były później dość burzliwe. Do dziś krąży na jego temat wiele sprzecznych informacji i możemy być świadkami dziwnego pomieszania dat. Zamieszanie zaczyna się już w momencie powstania posągu. Według niektórych źródeł, Alajos Rigele wykonał posąg w 1921 roku. Przeczy temu jednak napis wygrawerowany na odwrocie posągu: A RIGELE 1922. Faktem jest jednak również, że w numerze „Hiradó” z 22 stycznia 1920 roku autor jednego z artykułów zanotował następującą myśl: „Niekończący się ból szuka ukojenia i znajduje je poprzez artystyczne ścieżki wyznaczone ręką Rigelego w marmurze, a pamięć o Ollym Trebitschu „ożywa” w sercach – w oczach – wszystkich tych, którzy mają zmysł do wzniosłych dzieł sztuki”. Cytat sugeruje, że mistrz Rigele planował już w tym czasie posąg, którego gipsowy model został faktycznie ukończony w połowie naturalnej wielkości i przekazany Trebitschowi mniej więcej w tym samym czasie. Znany dziś marmurowy posąg, a także powstanie pomnika, można datować na późniejszy okres. Według niektórych twierdzeń, dzieło Rigelego zostało wykonane z fragmentu rozbitego pomnika Marii Teresy. Jeśli tak było, to mogło to nastąpić dopiero po 29 października 1921 roku, po przewiezieniu szczątków barbarzyńsko rozbitego dzieła Fadrusza do warsztatu rzeźbiarskiego typu Mahr, gdzie znajdował się również „warsztat” Rigelego. Zsolt Lehel, znawca życia i twórczości Rigelego, nie podziela jednak opinii na temat pochodzenia marmuru, choć nie można tego całkowicie wykluczyć, ponieważ twierdzi również, że Trebitsch przejął marmurowy posąg umieszczony na granitowym cokole w 1922 roku, więc teoretycznie jest to możliwe w czasie. Od tego czasu niemal naturalnej wielkości, siedzący posąg Olly'ego Trebitscha zdobił ogród pałacowy. Życie jednak nie zatrzymało się na tyle, by dać czas na długą żałobę po stracie ukochanej kobiety. Rok później, w styczniu 1921 roku, Dénes Trebitsch, pełniąc różnorodną funkcję społeczną, oprócz działalności bankowej, która oczywiście wymagała dużego wysiłku intelektualnego, zadbał już o dobrą atmosferę na balu karnawałowym Bratysławskiego Klubu Gimnastycznego Oficerów Prywatnych, pełniąc funkcję prezesa PMTK. Według korespondenta „Hiradó”, „bal naprawdę osiągnął swój cel, ponieważ wśród całego blasku i śmiechu obecni zapomnieli o swoich troskach i setkach tysięcy codziennych goryczy”. Takie jest życie – moglibyśmy rzec, gdy nadszedł 21 października 1923 roku, kiedy Dénes Trebitsch poprowadził do ołtarza owdowiałą panią Eisler Miksáné z domu Aranka Popper. – Żal minął, nadeszła nowa miłość, a Dénes Trebitsch i jego nowa partnerka przenieśli się z dawnego pałacu Georgievitsa do Pusztafödémes, zabierając ze sobą posąg Olly'ego, ponieważ po 1924 roku, kiedy na końcu ogrodu rozciągającego się od Apácapályá do ulicy Védcölöp wybudowano budynek mieszkalny dla pracowników Zemskiej banku, nie znajdował się on już na swoim pierwotnym miejscu. Dénes Trebitsch, który zaczął żyć nowym życiem, ostatecznie zdecydował się przekazać posąg miastu Bratysława. Wszystko to wydarzyło się w 1931 roku, o czym świadczy napis na cokole fontanny ozdobionej posągiem: „CANTUS”, „FECIT A.RIGELE” i „URBI DONAVIT DYONISIUS TREBITSCH MCMXXXI”. Wiadomo, że miasto wzniosło pomnik w ozdobnym parku. Stał tam do 1938 roku, ale zanim Ligetfalu zostało przyłączone do Cesarstwa Niemieckiego, został rozebrany, a kolumny, które go tworzyły, zostały stamtąd przeniesione i ustawione w basenie w Teglameze. Sam posąg pozostał w parku do 2002 roku, kiedy to jego renowacja stała się nieunikniona (paradoksem jest, że posąg Żydówki przetrwał nazistowskie rządy na otwartym polu bez szwanku). Ostatecznie, w 2009 roku, powrócił na dziedziniec Pałacu Georgievitsa.