Grób Adéle Aubouin, żony Artúra Görgei, w Toporc
Cmentarze, nagrobki, groby
Adéle Aubouin urodziła się 10 września 1822 roku w Pontarlier we Francji. Jej ojciec był bogatym producentem żelaza na początku stulecia, jednak zbankrutował, a w chwili narodzin Adéle mieszkał już z rodziną na majątku jednego ze swoich zięciów. Adéle miała dwie siostry, jednego brata i jedną młodszą siostrę. Dziewczyna wcześnie osierocona, najpierw straciła ojca, a w wieku 13 lat także matkę. Dzięki swojej siostrze Emmie trafiła do niemieckiego pensjonatu dla dziewcząt, a od 17 roku życia zaczęła pracować jako guwernantka, najpierw w Niemczech, a potem w Czechach. Tam najpierw pracowała w rodzinie Likawetz, a później, poprzez jednego z członków rodziny, trafiła do domu profesora chemii Josefa Redtenbachera. To tam poznała młodego Węgra, Artúra Görgeiego, który wcześniej był oficerem cesarskim, a teraz został chemikiem i był ulubionym uczniem Redtenbachera. Oto co napisała o nim w swoich wspomnieniach: „Cała jego osobowość charakteryzowała się niezwykłą skromnością w zachowaniu, która wywierała bardzo wyrafinowane wrażenie, ale bez tego, aby obserwator, już przy pierwszym spojrzeniu, mógł zdobyć jakieś nadzwyczajne wrażenie. Dopiero podczas dalszej rozmowy, której szybko stał się panem, a którą prowadził z niezwykłą zręcznością – i tylko wtedy, gdy ciepłe, miłe, a jednak przenikliwe spojrzenie jego niebieskich oczu, które prześwitywały spoza okularów, dotknęło człowieka – kiedy usłyszało się jego dowcipne dyskusje, które raz po raz błyszczały sarkastycznym zacięciem i zaskakująco silną krytyką: dopiero wtedy, powoli, słuchacz zaczynał odczuwać, że ma do czynienia z rzadko interesującym, niezwykłym mężczyzną. – Jednak nie brakowało mu głębszych uczuć, emocjonalnej ciepłoty, a wręcz, kto go słuchał, mógł łatwo dojść do przekonania, że jest on naprawdę swoistą mieszanką mądrości, intelektualnej przewagi w osądach oraz – sentymentalizmu, ale jego sentymentalizm również był zmienny, kapryśny…” Chociaż Görgei nie starał się szczególnie o względy młodej, pięknej guwernantki, w styczniu 1848 roku – kiedy okazało się, że Adéle wkrótce wróci do Francji – pewnego dnia poprosił ją o rękę, a 16 stycznia się zaręczyli. Sam Görgei 19 stycznia 1848 roku poinformował swojego kuzyna, Gustawa Görgeiego, o swoich planach małżeńskich: „Od pierwszego roku byłem blisko tego domu, a w zeszłym lecie przez trzy miesiące mieszkałem u nich na wsi. Wtedy miałem okazję poznać Adéle z bliska i – zakochać się w niej. Bez zdradzania jej czegokolwiek, postanowiłem w sobie, że – jeśli ona odwzajemni moje uczucia, a ja w Spiszu zarobię tyle, ile potrzebuję do życia – za rok ją poślubię. Wtedy wydarzyło się, że ciotka Redtenbacherowa w lipcu także wychodzi za mąż i że w tym czasie Adéle, ulegając prośbom swoich krewnych, wraca do Francji. Już teraz nie mogłem tego dłużej znosić. Szybko postanowiłem – biorąc pod uwagę z jednej strony, jak niewiele potrzebujemy oboje, i że z drugiej strony, być może, od ciotki Marii nie będzie wiele, jeśli za zarządzenie majątkiem Toporcz zażądają dwóch pokoi, jedzenia, drewna i t... – Złożyłem Adéle propozycję, że jeśli mnie dostatecznie kocha, to niech przyjedzie do Toporcz tej jesieni. A ona się zgodziła. Ale ponieważ jej posada towarzyszącej kończyła się już w sierpniu, a potem nie wiedziałaby, gdzie się podziać, chociaż chciałaby nie być zbyt daleko ode mnie i również przestrzegać dekorum publicznego: dlatego skrócę czas." Görgei spędził kilka dni na początku marca w Wiedniu, a następnie wrócił do Pragi, gdzie 29 marca wziął ślub z Adéle. Był świadkiem rewolucji wiedeńskiej 13 marca oraz praskich ruchów rewolucyjnych, ale również uważnie śledził wydarzenia na Węgrzech. Po ślubie młoda para podróżowała do Wiednia, a następnie przez Bratysławę do Toporc. W Bratysławie, w towarzystwie Artura Istvána, była świadkiem narodzin kwietniowych ustaw, a Görgei sądził, że „tak wielkich osiągnięć nie można zdobyć – bez zapłaty! Zawsze mają one swoją wysoką cenę, krwawą zapłatę, którą musimy uiścić, jeśli nie z góry: to później.” Z Bratysławy ponownie podróżowali statkiem parowym do Pesztu, a stamtąd powozem w kierunku Spisza, kierując się do Toporcz. Po drodze zatrzymali się w Levoč, gdzie odwiedzili babcię Artura po matce. Tam spotkali również młodszego brata Artura, Armina. Z Levoče przyjechali przez Kežmarok do Toporc. Görgei Artúr i jego żona spędzili miesiąc miodowy w Toporcu, Artúr przejął zarządzanie majątkiem, jednak do połowy maja sytuacja się zmieniła. Artúr coraz trudniej rozumiał się z ciotką Marią, która w zmianie tradycyjnych metod gospodarowania zmarłego męża widziała prawie świętokradztwo. 16 maja ukazało się wezwanie rządu Batthyány'ego do zorganizowania pierwszych 10 pułków narodowej obrony. Artúr uznał, że na polu bitwy, jako żołnierz Węgier, może przynieść większe korzyści, niż gdyby musiał codziennie dyskutować z ukochaną ciotką o zaletach i wadach trójpolówki. Po tym postanowili z bratem, że obaj wstąpią do nowo formowanej armii. Sprawą miał zająć się István, którego szef, György Zsivora, adwokat z Pesztu, również wezwał do powrotu do stolicy i zajęcia miejsca w biurze. István miał przygotować nominację brata na stopień porucznika w narodowej obronie. Pewne jest, że István już 18 maja wieczorem był (lub jeszcze) w Peszcie, ponieważ podczas zbiórki w Radical Circlu przekazał 5 forintów na obronę ojczyzny. To jest wersja Istvána na temat wydarzeń. Jednakże istnieje pewne przeciwieństwo w liście, który Artúr napisał do żony po wyjeździe z Toporcz. Młody mąż opuścił Toporcz 26 maja 1848 roku, a następnego dnia rano o godzinie 7 już pisał list z Kieżmarku do swojej żony. W liście powtórzył swoją wczorajszą ustną obietnicę: „...nigdy nie będę szukał niebezpieczeństwa, i nie zapomnę, że życiem jestem ci winien. Nie narażam swojego życia ani zdrowia, i nie będę żołnierzem…” Choć człowiek planuje, Bóg decyduje. – Ale jeśli wybuchnie wojna, „i w wyniku jakiegoś tragicznego zwrotu losu istnienie Węgier będzie zagrożone, to zgłoszę się na ochotnika, a najlepiej do oddziału, który obozuje blisko was.” W dalszej części listu pisze, że zrezygnuje z „dotychczas szalonej” skromności, „i bardzo się postaram o takie stanowisko, do którego czuję w sobie powołanie.” List jednoznacznie miał na celu rozwianie obaw żony, a jednocześnie interesujące jest, jak zdecydowanie Artúr obiecuje, że nie będzie żołnierzem (choć w warunkach dotyczących ostatecznego zagrożenia dla kraju nie wyklucza nawet tej możliwości). Jeśli połączymy klauzulę listu o zdobyciu stanowiska z uprzednio wspomnianą wizytą Istvána u Eötvösa (datowaną na kwiecień) oraz danymi dotyczącymi wizyty Lajosa Kovácsa u Széchenyiego, możliwe jest, że miały one miejsce wtedy, czyli pod koniec maja – na początku czerwca. Eötvös wyjechał do Innsbrucka 24 maja, a 2 czerwca wrócił stamtąd, a Széchenyi wyjechał tam 19 czerwca, więc w tym czasie obaj przebywali w stolicy. Jeśli ta hipoteza jest prawdziwa – co klauzule listu bardzo prawdopodobnie sugerują – to wynika z tego, że Artúr w tym czasie jeszcze nie zdecydował, czy wybiera ścieżkę naukową, czy wojskową, a wręcz na chwilę obecną miał większą skłonność do pierwszej niż do drugiej. Jednakże odrzucająca postawa Eötvösa zdecydowała o sprawie, a ścieżka wojskowa ponownie stała się priorytetem. Pod koniec maja Görgei Artúr także przybył do Pesztu i codziennie czekał na nominację. 5 czerwca pisał do żony, że „niezbędne kroki zostały podjęte, teraz tylko czekać na wyniki”. Większość czasu spędza na nauce języka węgierskiego. Jednocześnie starał się uspokoić żonę, że z miesięcznego wynagrodzenia w wysokości 80 forintów będą mogli oszczędnie żyć. „Ale nie myśl, że jako porucznik od razu muszę iść na spotkanie z wrogiem i dać się zastrzelić. Gdybyś tu była, szybko sama zaśmiałabyś się ze swoich bezsensownych, śmiertelnych lęków – tak spokojnie wszystko toczy się swoim naturalnym, radosnym torem.” Görgei został mianowany porucznikiem 5. pułku narodowej obrony organizowanego w Győrze 9 czerwca 1848 roku. Akt nominacyjny otrzymał jednak dopiero kilka dni później, ponieważ jeszcze 12 czerwca pisał do żony, że chociaż gratulują mu zewsząd z powodu awansu na porucznika, to wciąż nie został mianowany. W tym samym liście opisał też krwawą konfrontację, która miała miejsce 11 czerwca między nowo przybyłymi rekrutami narodowej obrony a żołnierzami z wymienionego włoskiego pułku, którzy również tam stacjonowali. Od tego momentu Görgeiné dzieliła losy żon wojskowych: stosunkowo rzadkie wymiany listów, jeszcze rzadsze osobiste spotkania i ciągłe napięcie z powodu losu męża. Na podstawie jej wspomnień można dobrze śledzić jej trasę w latach 1848–1849. W sierpniu 1848 roku wyjechała do Pesztu, po drodze w Rimaszombacie poznała lekarza Lajosa Markusovszky'ego, który później odegrał kluczową rolę w ich życiu jako lekarz i przyjaciel męża. W Peszcie wynajęła pokój przy ulicy Bálvány, gdzie czasami pojawiał się również Artúr. Wkrótce przeprowadziła się z ulicy Bálvány do koszar Karola, gdzie mieszkała u jednego z krewnych i kolegów Görgeiego, Móricza Kosztolányiego. Kosztolányi i jego żona, „piękna i urocza Włoszka” Fanni Mambrino, szybko stały się nierozłączne przyjaciółkami. 28 września była świadkiem, jak tłum wniósł zwłoki zamordowanego generała Lamberga do koszar Karola. Oczywiście to szokujące doświadczenie miało wpływ na to, że obie panie wkrótce się przeprowadziły. Görgeiné zamieszkała w Budzie, w mieszkaniu podpułkownika, a później pułkownika, a później generała György'ego Láhnera. (Láhner wcześniej służył w tej samej cesarskiej piechocie co Kosztolányi, a jego żona, Lucia Conchetti, również była Włoszką.) W tym czasie Görgei był już dowódcą ruchomego korpusu narodowego w Siedmiogrodzie, a następnie w Czepelu. Podczas pobytu w Siedmiogrodzie wielokrotnie podróżował do stolicy. 13 września, kiedy w liście oferował swoje usługi Kossuthowi, pod koniec listu podał również adres swojej żony w Peszcie, aby, jeśli były minister finansów chciałby coś pilnie mu przekazać. 24 września ponownie był w Peszcie, w tym dniu otrzymał nominację do Czepelu. Następnie dopiero dwa tygodnie później, 11 października, mógł ponownie odwiedzić swoją żonę – w dniu, w którym Kossuth osobiście go przyjął i potajemnie mianował generałem. Następnie przez tygodnie się nie spotykali, ale Görgei od czasu do czasu wykorzystywał okazję, aby wysłać jej listy z osobami podróżującymi do stolicy. Görgeiné miała dostęp do wojskowych towarzystw w Budapeszcie. Na Boże Narodzenie, w towarzystwie Gustáva Görgeiego, wyjechała do Győra, gdzie mąż akurat przygotowywał ewakuację miasta. W rezultacie kilka dni później odesłał żonę z powrotem do stolicy. „Teraz na mnie spoczywa wzrok całej Europy. Cały świat jest ciekawy, co się ze mną stanie i co wydarzy się z Windisch-Grätzem” – powiedział na pożegnanie. Görgeiné nie mogła długo pozostać w stolicy. Wkrótce otrzymała nową wiadomość od męża, aby udała się do swoich krewnych w Toporcu, gdzie będzie miała większe bezpieczeństwo niż w Budzie. Przygotowania do podróży zorganizował pułkownik György Láhner. W towarzystwie Gustáva Görgeiego, w przenikliwym zimnie podróżowała przez Levoču i Kieżmarok do Toporcu, ale ponieważ w międzyczasie gospodarstwo w Toporcu zostało rozwiązane, a część Spisza była pod okupacją wroga, wróciła do Kieżmaroka, a stamtąd do Lucsivná, w granicach Spisza i Lipta, do jednego z tamtejszych krewnych, Donátha Szakmáry'ego i jego żony, Idy Görgey. Artúr pewnego razu wysłał jej pieniądze za pośrednictwem nieznanej kobiety do Lucsivná, a Görgeiné dowiedziała się od niej o wydarzeniach z ostatnich dni. W Lucsivná odwiedził ją emerytowany kapitan Józef Hrankay, i poprosił o list polecający do Görgeiego. Powiedział, że udaje się do niego z misją, aby namówić go do złożenia broni. Görgeiné stanowczo odmówiła Hrankayowi i oświadczyła, że nie chce wywierać żadnego wpływu na swojego męża. W międzyczasie dowiedziała się od dobrego przyjaciela, że lokalne władze poznały jej tożsamość i że dobrze będzie, jeśli ucieknie. Dlatego postanowiła udać się do obozu do męża. Görgei znajdował się w głównym sztabie 30 stycznia wieczorem w Liptowskim Mikulaszu. Wieczorem odbył się bal w urzędzie wojewódzkim, jednak Görgeiné nie wzięła w nim udziału, ponieważ była śmiertelnie zmęczona. Stamtąd przez Lucsivná przeszli do Popradu, a następnie do Csütörtökhely, gdzie 4 lutego dotarli do Levoče, gdzie sztab główny został zorganizowany w urzędzie wojewódzkim. „Podczas gdy Artúr zamknął się w swoim improwizowanym biurze – pisze w swoich wspomnieniach – aby opracować plany swoich dalszych działań wojennych i w tym czasie stał się niewidoczny dla wszystkich, ja wykorzystałam ten czas na uporządkowanie mojej bardzo zniszczonej odzieży i na odzyskanie ludzkiego wyglądu. Bo rzeczywiście dowódca nie miałby zbyt wiele powodów do chełpienia się wspaniałą elegancją żony… Nie miałam nawet służącej, wszystko musiałam robić sama, szyjąc i improwizując sobie ubrania z taniego jedwabiu. Jak przystało na prawdziwą żonę wojskowego.” 5 lutego w głównym sztabie w Levoče zorganizowano wielki bal w pomieszczeniach kawiarni. Na zabawę taneczną zaproszona była cała społeczność Levoče i okolic. Görgeiné również była obecna na balu i była świadkiem, jak punktualnie o północy Görgei, w towarzystwie trębacza pułkowego, niespodziewanie pojawił się w sali balowej kawiarni, wszedł na podium, uciszył muzyków, a zamiast nich teraz trębacz pułkowy zagrał na swojej trąbce, a w zapadającej ciszy generał ogłosił, że pułkownik Guyon Richárd zdobył przełęcz branyżską, otwierając tym samym drogę do Eperjesza i Koszyc. Generałowa spędziła noc w Levoče, a następnego dnia udała się do Szepesváralja, gdzie była gościem kapituły spiskiej, a noc spędziła w pałacu biskupim. 7 lutego przeszła przez przełęcz branyżską i z przerażeniem zobaczyła ślady walki sprzed dwóch dni. Stąd przez Sirok dotarła do Eperjesza. W Eperjeszu zakwaterowano ją w domu Ernő Hedry'ego, wiceburmistrza współpracującego z cesarskimi, jednak ledwo zaczęła się myć, do domu wtargnęli oficerowie, ratując ją z płonącego w międzyczasie budynku. Stąd szła dalej z armią do Koszyc, gdzie mieszkała w rodzinie Meskó i poznała „najlepsze damy towarzystwa koszyckiego”, w tym urocza siostra konserwatywnego Desewffy'ego, Semseyni, która zorganizowała przyjęcie dla oficerów narodowej obrony. Oficerski korpus z wdzięczności zorganizował bal „na cześć uroczych dam koszyckich”. „Na tę zabawę założyłam moją jedyną i już dobrze znaną szaro-srebrną suknię – pisze w swoich wspomnieniach Görgeiné. – Jednak damy koszyckie, w pełni zasłużone na swoje olśniewające piękno, pojawiły się w bogatych jedwabnych sukniach, które były ozdobione narodowymi kolorami. Panie założyły wspaniałe biżuterię, ale na koniec balu ofiarowały te olśniewające klejnoty na ołtarz ojczyzny.” Z Koszyc armia kontynuowała marsz do Miskolca. Görgeiné podróżowała razem z głównym sztabem do Mezőkövesd. „...myślałam, że w Mezőkövesdzie już będę poza frontem, a teraz dopiero naprawdę się w to wciągnęłam” – pisze. Z jej pokoju przez cały dzień słyszała hałas bitwy, która rozpoczęła się tego dnia pod Kaplony. 27 lutego natomiast pod jej oknami przeszły niekończące się karawany z rannymi z bitwy. 28 lutego również miała miejsce bitwa w Mezőkövesdzie, ale po niej armia wycofała się za rzekę Tisza. Görgeiné następnie, na życzenie męża, opuściła oboz, i powozem udała się do Tiszalök, w towarzystwie jednego z adiutantów Görgeiego, Tivadara Duky, który wynajął jej nocleg u jednego z urzędników majątku. Tam poznała także hrabiego Gyulę Andrássy'ego, przyszłego premiera. 9 marca również Görgei pojawił się z propozycją, aby podróżować razem do Debreczyna. Tego dnia generał otrzymał – wraz z innymi – II klasę świeżo ustanowionego Węgierskiego Orderu Wojskowego od Kossutha. Na samą uroczystość wręczenia nie zabrał ze sobą żony. Jeszcze tego samego wieczoru opuścili Debreczyn, Görgeiné wróciła do Tiszalök, a Görgei udał się do Egyek, do sztabu głównego. Kilka dni później, 14 marca, sztab główny Görgeiego znajdował się w Tokaju, dokąd również przybyła Görgeiné. Tu zatrzymała się u Sámuela Bónisa, gubernatora Szabolcsu. W Tokaju lokalne damy otaczały generała prawdziwym uwielbieniem i żartowały z Görgeiné, że uwiodą jej męża, co nieco zirytowało kobietę. Następna stacja 17 marca to Miskolc, a na koniec miesiąca, 30 marca, Eger. Tu Görgei otrzymał swoją tymczasową nominację na głównodowodzącego i tu zaakceptowano plan operacji wiosennej. Generał poinformował żonę, że przed nim stoi długa seria bitew, i dlatego zostawia ją w Egerze. Görgeiné pozostała tam przez kilka dni, jako gość lokalnej kapituły. Księża zachowywali się wobec niej z wielką uprzejmością i starali się zapewnić jej nocleg, który byłby bliżej armii, bezpieczny i łatwy do uzyskania informacji o jej mężu. Ostatecznie zaproponowano jej Parád, gdzie zatrzymała się u jednego z urzędników hrabiów Károlyi. Czuła się bardzo samotna, ponieważ poza służącą nie miała towarzystwa. Na początku kwietnia przybyli dwa austriaccy oficerowie, którzy byli na wolności na słowo honoru. Obaj oficerowie nieustannie grali w whista z Görgeiné, która w swoich wspomnieniach wyraziła żal, że była dla nich tak złym partnerem do gry w karty. Wkrótce przybyli również ranni oficerowie narodowej obrony, a Görgeiné przy każdej dostawie martwiła się, że jej mąż również będzie wśród nich. Na szczęście tak się nie stało, a wkrótce otrzymała list od męża, w którym relacjonował swoje triumfy z wiosennej kampanii. Nowe spotkanie miało miejsce dopiero 21 maja 1849 roku, po zdobyciu Budy. Po udanym szturmie Görgei wysłał swojego brata Istvána do Parád do żony. Po tym wydarzeniu kobieta podróżowała do Pesztu w towarzystwie majora Józsefa Mjk i dwóch austriackich oficerów. Najpierw zatrzymała się w Hotelu Magyar Király, a potem na zaproszenie hrabiego György'ego Festeticha w jego pałacu. Pod koniec maja naprawdę cieszyła się chwałą męża, który, gdziekolwiek się udał, był przyjmowany przez wiwatujące tłumy. Sam generał ciągle prosił i pouczał żonę, aby w każdych okolicznościach zachowywała się i ubierała z jak największą prostotą. Görgeiné nie miała z tym trudności, ponieważ jak pisze, to zachowanie odpowiadało jej gustowi i naturze. 5 czerwca była świadkiem wejścia Kossutha do Pesztu – oglądała triumfalny przemarsz z okna swojego mieszkania. Po tym, jak Görgei znajdował się raz w stolicy, raz w Esztergomi, raz w Tatabányi, raz w armii, jego żona również opuściła stolicę. Najpierw udała się do Tatabányi, a potem z Tatabányi do Esztergomu, gdzie zatrzymała się w pałacu prymasa. 29 lub 30 czerwca otrzymała tutaj list od męża o klęsce w bitwie pod Győr 28 czerwca, z zaleceniem, aby jak najdalej oddaliła się od pola bitwy (jeden z adiutantów Görgeiego, Tivadar Bakody, polecił jej dworek w Tiszaroff). Görgeiné ostatecznie dotarła tylko do Pesztu, gdzie 3 lipca dowiedziała się o bitwie pod Komárom, w której jej mąż doznał poważnych ran głowy w starciu kawalerii. Lekarze przybywający z Komárom do stolicy starali się uspokoić generałową, jednak nie zbyt skutecznie. W dniach 5–10 lipca otrzymała list od Görgeiego, w którym relacjonował swój stan, dodając, aby poszukała sobie jak najdalszego schronienia, a może najlepiej byłoby, gdyby wróciła do Francji do swoich krewnych. Odesłał również półmiesięczne wynagrodzenie. Po tym Görgeiné, na namowy pułkownika Ferdinanda Molnára, szefa oddziału prezydialnego ministerstwa wojny i innych, udała się do nowego wyznaczonego miejsca rządu, Szegedu, wraz z rodziną Molnár. Najpierw zatrzymała się u Jana Ludviga, byłego komisarza Görgeiego, a potem u rodziny Wodianer. W Szegedzie była świadkiem wybuchu tamtejszej fabryki prochu 28 lipca. Spotkała się z żoną generała György'ego Láhnera i razem opuściły miasto 30 lub 31 lipca. Pojechały do Aradu, gdzie Görgeiné zatrzymała się u rodziny Láhnerów. Na początku sierpnia, prawdopodobnie 4, odwiedziła w zamku chorego generała Jánosa Damjanicha, który przyjął ją bardzo serdecznie. Pozostała tam na obiad, a w towarzystwie był także generał Lajos Aulich, minister wojny. Po obiedzie nagle pojawił się Kossuth. Görgeiné spotkała się tutaj po raz pierwszy osobiście z gubernatorem, który zrobił na niej bardzo dobre wrażenie. Według jej wspomnień Kossuth natychmiast zaczął mówić o wojskowych perspektywach, a optymizm gubernatora niemal się na nią udzielił, kiedy nagle przyszedł posłaniec z wiadomością od Görgeiego o klęsce korpusu generała Józefa Nagysándora 2 sierpnia w Debreczynie. 5 lub 6 sierpnia, w towarzystwie pułkownika Emila Üchtritza i Pillera Jánosa, opuściła Arad, aby pośpieszyć do armii Görgeiego nadciągającej z północy. Długo błądzili po drogach, późnym wieczorem dotarli do Simándra, a następnego dnia do Nagyszalonty. Tam spotkała się z Görgeiem po raz pierwszy od dłuższego czasu. Spotkanie było szokujące: „Artúr wyszedł z domu i zobaczyłam, jak strasznie zmienił się przez kilka tygodni z powodu rany. W czerwcu zostawiłam go jako kwitnącego, młodego, silnego mężczyznę, a w Szalonty znalazłam bladego, zmartwionego i cierpiącego z powodu bólu ciała człowieka” – pisze w swoich wspomnieniach. Ich spotkanie było krótkie, ponieważ Görgei po obiedzie rozkazał pułkownikowi Danieliszowi Jánosowi, głównemu intendowi obozowemu, aby towarzyszył jego żonie do Nagyváradu do rodziny Hankovichów. (Hankovich György, poseł, pułkownik obrony narodowej, również należał do najwierniejszych ludzi Görgeiego.) Po wkroczeniu Rosjan do Nagyváradu rodzina ewakuowała Görgeiné do pobliskiego majątku. 16 sierpnia tam dowiedziała się o złożeniu broni. Prawdopodobnie jeszcze tego samego dnia udała się do Nagyváradu, gdzie ponownie spotkała się z mężem. Następne dni upłynęły wśród wątpliwości i nadziei, aż nadeszła wiadomość, że car udzielił Görgeiemu łaski, a jego syna wysłał do Franciszka Józefa w celu jej wyjednania – w przeciwnym razie zamierzał wysłać Görgeiego do Rosji. Wkrótce potem nadeszły listy od cesarskiego dowódcy Haynau o cesarskiej łaskawości, a także zarządzenie, że Görgei i jego rodzina mają udać się z towarzyszeniem pułkownika Norberta Andrássy'ego do miejsca ich wygnania, Klagenfurtu w Karyntii. „Po meteorycznym blasku i meteorycznym upadku krótkiej chwały, tak osiedliliśmy się jak bezdomni obcy w obcym i nieznanym kraju, wśród obcych i nieznanych ludzi” – pisze w swoich wspomnieniach Görgeiné. Po 1849 roku Görgeiemu zostało niewiele możliwości działania. W latach 1849–1867 żył wraz z żoną pod nadzorem policji w Klagenfurcie w Karyntii, a następnie w Viktringu, gdzie przyszło na świat dwoje ich dzieci, Berta (1850–1934) i Kornél (1855–1933). Zachowane korespondencje świadczą, że w ciągu tych osiemnastu lat żona była jednym z głównych filarów rodziny, wielokrotnie pomagała mężowi przetrwać chwile rozpaczy lub autooskarżeń. Nawet w 1862 roku, wykorzystując rodzinną sieć, napisała dwa wspomnienia do francuskich polityków, twierdząc, że interesem życia francuskiego cesarstwa jest zapewnienie władzy Austrii, co można sobie wyobrazić tylko poprzez przywrócenie węgierskiej konstytucyjności. Po ugodzie żona przygotowała mu drogę powrotną do ojczyzny, odwiedzając zarówno Deáka, jak i Andrássy'ego. Inna sprawa, że długie wygnanie i dość męczący powrót osłabiły ich związek. (Niektóre źródła podają, że Görgei miał w Austrii nieślubne dziecko z przelotnego związku, co również zapewne nie przyczyniło się do rodzinnej jedności.) Po tym, jak Görgeiemu nie udało się znaleźć odpowiedniej pracy w kraju, w latach 70. XIX wieku pracował jako inspektor budowy kolei w Transylwanii. Adéle, która została spolszczona przez rodzinę na Etelkę, nie towarzyszyła już mężowi, lecz w 1876 roku przeprowadziła się do swojej rodziny w Toporcu i nigdy więcej nie mieszkała z Görgeiem. Na początku jeszcze korespondowali, ale ostatecznie kontakt między nimi się urwał, a Görgei nie poszedł nawet na pogrzeb kobiety w 1900 roku. Adéle prawie sto dwadzieścia lat spoczywa pod nagrobkiem, na którym nie udało się poprawnie wyryć jej imienia. Wówczas publiczność nie znała wydarzeń, które miały miejsce w tle. „Co było przyczyną rozwodu, nie wiadomo, mówią, że Görgei rozstał się z rodziną, ponieważ chciał żyć całkowicie sam, odizolowany” – napisał w Pesti Napló przy okazji śmierci Adéle. Hermann Róbert twierdzi, że powody rozwodu były spowodowane sporami wokół dzieci – nie tylko między mężem a żoną, ale także między ojcem a dziećmi. Adéle stała po stronie dzieci w rodzinnych konfliktach, a Görgei często czuł, że przegrywa bitwy. Ostatnią porażkę poniósł w Hodrusbányá, jak napisał kiedyś do któregoś z przyjaciół. Kornél i Berta również nie znaleźli swojego miejsca, oboje żyli na końcu nieudanym życiem. Görgei zostawił swojego syna, który był narażony na szykany i prześladowania w szkole. Kornél nie ukończył studiów, na przełomie stuleci mieszkał w mamahotelu. Po śmierci matki żył z niespłaconymi pożyczkami i rentą. Kiedy zmarł w 1933 roku w szpitalu publicznym, „nie pozostało po nim nic, tylko znoszona odzież.” Berta, której albumie wspomnień pisał Janos Arany, z ulubieńca balów stała się panią zamku w światłosińskim, będąc żoną László Bohusa. Lecz szybko się rozwiodła – wywołując tym niezadowolenie ojca. Wyszła za mąż za bogatego czeskiego hrabiego Bubnę i przeprowadzili się do Londynu, gdzie wkrótce zabrakło im pieniędzy. Jeszcze przed śmiercią ojca wróciła do Węgier, ale nie udało jej się zdobyć pieniędzy od nikogo i osiedliła się w małej wiosce w Dolnej Austrii, Gumpoldskirchen. Za pokój mogła płacić tylko sprzątaniem. W tym czasie ocena Görgeiego się poprawiła, a Berta, powołując się na ojca, starała się zapewnić sobie utrzymanie. Na jej prośbę gazeta Az Est zorganizowała zbiórkę pieniędzy, hrabia István Tisza przyznał jej rentę, a hrabia István Bethlen, premier, również wspierał ją, a Gyula Gömbös opłacił jedną z kuracji starszej pani, która zmagała się z chorobami. Kiedy na krótko przed swoją śmiercią Endre Illés odwiedził kobietę, która w zrujnowanym wyglądzie przypominała niegdyś piękność balów, zaczęła natychmiast skarżyć się na swój los, ciężkie dni i całe życie. W ciągu kilku minut wypełniła pokój cieniami dawnych, wielkich intryg i wirujących plotek: nazywała duchy, które przesuwały się w tę i z powrotem, ich imionami i przezwiskami — w powietrzu latały takie imiona jak Réli, Pőre oraz ta bezczelna austriacka nieślubna córka, Klára Gambelli (wspomnienie z lat Görgeiego w Klagenfurcie), która zdołała wyjść za mąż za ojca, ale ona, jego ukochana córka, została pozostawiona głodna, nie odpowiadał na jej listy, ale jak mógł odpowiedzieć, skoro czarownice z Visegrádu, Réli i Pőre, zatuszowały jej listy. Kto to jest? Hańba, hańba, hańba! Ojciec, bohater, uwiódł żonę własnego brata, i żył z tą ladacznicą. Z tą Rélą. Ale on też poniósł karę, ponieważ zmienny starzec zdradzał również Rélę, z tą dziką klaczą, Pőre, i z łagodną, niewinną owieczką, Lenką. Matka z córkami!” Rzeczywiście „wspomnienie lat klagenfurckich” Görgei później adoptował, co oczywiście nie było łatwe ani dla jego żony, ani dla dzieci z legalnego małżeństwa. Kobieta, nazywana Réli, była żoną Istvána Görgeiego, Aurelią Dedinszky, właścicielką willi w Visegrádzie, z którą Artúr Görgei miał, według nie tylko plotek, ale także historyków, romans. Łagodna, niewinna, „szeroko znana i szanowana” Lenka, którą wszyscy znali jako wierną opiekunkę Görgeiego, po dwóch latach od śmierci generała popełniła samobójstwo. Rzuciła się do Dunaju, po latach spędzonych w depresji i w półślepocie porządkując pozostawione dokumenty w willi w Visegrádzie. Móricz Zsigmond, który odwiedził Görgeiego w 1912 roku, mógł niespodziewanie zajrzeć w zakamarki duszy żołnierza (nie bez powodu planował napisać o nim sztukę): „- Mój ojciec! – krzyknął z płonącymi oczami, w głosie jego brzmiała najgłębsza złość, – nie był człowiekiem! Był lumpem... Moja matka!... Nie bałem się śmierci, bo chciałem umrzeć! Szłem do każdej bitwy z tym zamiarem, że otworzyłem się na kule! Wprost w największy ogień bitwy, wyciągnąłem ramiona i krzyczałem: Moja matko! I widziałem ją na niebie...” Milczałem, oszołomiony. „- Panie generale, powiedziałem, miał pan młodą żonę.” Generał z łzami w oczach odpowiedział: „- To nie ma znaczenia... To się nie liczy... Nie rozmawiajmy o tym! To nic nie było!” Odnośnie tego, czy Görgei był zdrajcą na polu bitwy, czy geniuszem, przez dziesięciolecia spierali się politycy i historycy, patrioci szukający kozła ofiarnego. Tkanina jego rodzinnych relacji jest równie złożona: czy to presja publiczna zniszczyła go, czy był to wyłącznie emocjonalnie zraniony mężczyzna związany z matką, który zrujnował każdą kobietę, która miała z nim do czynienia?